Nie będzie to tekst na pochwałę Chińskiego turbokapitalizmu ani na Tybetańczyków odwołujących się do czasów feudalizmu. Na wstępie chcę zaznaczyć, że Chiny wbrew mediom wcale nie są „komunistyczne”, „socjalistyczne” ani nawet do kanonu lewicowości ich zaliczyć nie można. Chiny to państwo, gdzie kwitnie kapitalistyczny wyzysk, a społeczeństwo jest podzielone na klasy. Atak na Chiny przechodzi na atak na cały marksizm. Lecz każdy ortodoksyjny lewicowiec uznaje zdegenerowane państwo robotnicze za państwowy kapitalizm. Państwowy kapitalizm, to zbiurokratyzowany system mieniący się „komunistycznym”, gdzie społeczeństwo jest zhierarhirozowane. Państwowy kapitalizm od powstania do upadku istniał w ZSRR, bowiem był on izolowany, a rewolucja ma osiągnąć cały świat. W ZSRR żołnierz miał więcej przywilejów od robotnika i tak to się toczyło w nieskończoność, aż biurokratyczna machina stworzyła plagi, dzięki którym upadła. Kapitalizm również tworzy plagi, dzięki którym przechodzi w fazy imperializmu, który jest kapitalizmem gnijącym i wcześniej czy później upadnie tak samo jak upadną Chiny.
Tutaj jeszcze przed zarysem problemu Chiny-Tybet chcę podkreślić, że wszelkiej maści lewicowcy w Chinach są represjonowani: trockiści, anarchiści, komuniści, a nawet maoiści(sic!). W Polsce Ludowej ludzie, którzy odwoływali się do idei Mao również byli represjonowani i sądzeni(Kazimierz Mijal, Kazimierz Jarzębowski itp.). Również tu muszę przytoczyć jeden cytat:
“Podobnie jak nie można sądzić o poszczególnym człowieku na podstawie tego, co on sam o sobie myśli, tak też nie można sądzić o takiej epoce przewrotu na podstawie jej świadomości.”(Karol Marks „Przedmowa do przyczynku…”)
Chiny się określają jako komunistyczne, choć wcale nimi nie są i dlatego lewicowców się boją. Jedna z najbardziej znanych zbrodni reżimu Chińskiego jest masakra na Tianamnen. Mainstreamowe media pomijają główny fakt tego wydarzenia! Studenci, którzy się wówczas zebrali byli SOCJALISTAMI i śpiewali Międzynarodówkę!! Podobne zdarzenia miały miejsca na Węgrzech gdzie w październiku 56 powstawały prawdziwe Rady robotnicze, czy pierwsza Solidarność, która zakładała w programie całkowitą samorządność pracowniczą, a jej hasło było „Socjalizm -Tak, wypaczenie -Nie”. Niestety Solidarność przejęli partyjniacy którym zależało na dorobku na transformacji ustrojowej.
Pierwszą sprawą, którą chcę przedstawić to finansowanie Tybetańskich opozycjonistów przez CIA. We wrześniu 1998 r. amerykański Departament Stanu ujawnił dokumenty, które wykazały, że Dalaj Lama otrzymywał od CIA 180 tys. dolarów rocznie. Departament Stanu USA ujawnił te dokumenty przy okazji publikacji materiałów dotyczących historii polityki zagranicznej USA. Dokumenty te wykazały również, że CIA od 1956 r. wspierała ruch tybetański kwotą 1,7 milionów dolarów rocznie. Obecnie Kongres USA wspiera rząd tybetański na uchodźstwie kwotą dwóch milionów dolarów rocznie.
Demokracja made in USA była i jest niesiona w: Jugosławii, Wenezueli, Kubie, Białorusi, Ukrainie, Azarbajdżanie, Chile, Gwatemala, Kolumbia, Peru, Nikaragui i wielu innych. Wiadomo czym to się kończy w najgorszym wypadku -Irak, Afganistan. Wiadomo, że po 45 roku w nalotach bombowych CIA, zginęło łącznie ponad 6 milionów ludzi, a Ameryka jest najbardziej zbrodniczym krajem w dziejach świata.
Wolny Tybet -o tym haśle dudnią media głównego nurtu cały czas. Ale czym jest wolność? Czy wolność musi koniecznie oznaczać definicje amerykańską czyli wolność rynkową? Wolny Tybet będzie jedynie wtedy, gdy świat będzie wolny od dyktatu kapitału.
Teraz przedstawię „dobry” zły buddyzm. W Tybecie od początków XVII wieku i przez sporą część XVIII konkurujące sekty buddyjskie zajmowały się zbrojną walką i doraźnymi egzekucjami. W XX wieku w Tajlandii, Birmie, Korei, Japonii i w innych miejscach buddyści ścierali się między sobą oraz z wyznawcami innych religii. A podobno buddyzm ro filozofia „pokoju”.
Ale co z Dalajlamą i Tybetem, któremu przewodził przed inwazją chińską w 1959 roku? Wielu żarliwych buddystów utrzymuje, że Stary Tybet był uduchowionym królestwem, wolnym od egoizmu, pustego materializmu i występków korupcji, nękających społeczeństwa uprzemysłowione. Religie mają ścisłe związki nie tylko z przemocą, ale także z wyzyskiem ekonomicznym. Często to właśnie wyzysk ekonomiczny wymusza przemoc. Tak było z teokracją tybetańską. Do roku 1959, kiedy Dalajlama rządził Tybetem, większość ziemi uprawnej nadal była w rękach właścicieli ziemskich, na których majątkach pracowali chłopi pańszczyźniani.
Jako ciekawostkę dodam tutaj, że nieźle się także powodziło świeckim przywódcom. Godnym uwagi przykładem był głównodowodzący armii tybetańskiej, który posiadał cztery tysiące kilometrów kwadratowych ziemi i trzy i pół tysiąca chłopów pańszczyźnianych. Był także członkiem świeckiego gabinetu dalajlamy. Chłopi pańszczyźniani byli na całe życie przywiązani do ziemi pana — lub klasztoru — bez płacy, zobowiązani do napraw domu pana, transportu plonów i zbierania drewna opałowego.
Klasztory buddyjskie działały nieraz bardziej okrutniej niż średniowieczny kościół katolicki. Rodzinom tybetańskim systematycznie odbierano małych chłopców i umieszczano ich w klasztorach, by wychować ich na mnichów. Kiedy już raz znaleźli się w klasztorze, byli związani na całe życie. Klasztory brały także dzieci chłopów w dożywotnią służbę jako służących, tancerzy i żołnierzy.
Religijne nauczanie teokracji wspierało porządek klasowy. Biednych i dotkniętych chorobą czy nieszczęściem uczono, że sami na siebie sprowadzili kłopoty, bo w poprzednim wcieleniu źle się prowadzili. Musieli więc akceptować udrękę obecnej egzystencji jako pokutę i oczekiwać na poprawę losu po ponownych narodzinach. Bogaci i możni traktowali oczywiście swój szczęśliwy los jako nagrodę i namacalny dowód cnoty w ich przeszłym i obecnym życiu. Dlatego też czasem podczas moich refleksji stwierdzam, że lepszy jest katolicyzm, gdzie biedni modlą się o pieniądze, ale nikt im nie wmawia, że są winni swojej biedoty.
Buddyści również dopuszczali się tortur niewiernych włącznie z wyłupywaniem oczu, wyrywaniem języka, przecinaniem ścięgien nóg i amputacją — były ulubionymi karami dla zbiegłych chłopów pańszczyźnianych i złodziei. Ponieważ odbieranie życia ludzkiego sprzeczne jest z nauczaniem Buddy, niektórych winowajców okrutnie chłostano i „zostawiano Bogu” w mroźne noce, by zmarli.
Chińscy „komuniści” zajęli Tybet w 1951 roku, roszcząc sobie prawo do zwierzchności nad krajem. Traktat z 1951 roku zapewniał pozorną autonomię pod rządami dalajlamy, ale dawał Chinom kontrolę militarną i wyłączne prawo do prowadzenia polityki zagranicznej. Chińczycy mieli także zapewnioną bezpośrednią rolę w administracji wewnętrznej, żeby „działać na rzecz reform społecznych”.
Przy wszystkich krzywdach i nowym ucisku pod okupacją chińską Chińczycy po 1959 roku rzeczywiście znieśli niewolnictwo, system nieodpłatnej pracy pańszczyźnianej i zakazali chłosty, okaleczania i amputacji jako kar za przestępstwa. Znieśli wiele przygniatających podatków, rozpoczęli prace publiczne i w wielkim stopniu zredukowali bezrobocie i żebractwo. Zapoczątkowali świecką edukację, łamiąc tym samym edukacyjny monopol klasztorów. Założyli w Lhasie wodociągi i elektryczność.
Dziwnym jest fakt, że media nie wspominają o tym, że władze chińskie przyznają się do „błędów”, szczególnie podczas rewolucji kulturalnej w latach 1966-76, kiedy prześladowania religijne osiągnęły szczyt w Chinach i w Tybecie.
Na ile walczący Tybetańczycy odwołują się do „przyjaznego” feudalizmu, jestem jak najbardziej przeciwny takiemu „wolnemu” Tybetowi, by nie dopuścić do pańszczyzny, kast i niewolnictwa.
Tybet wcześniej czy później będzie wolny, niezależnie od jakiejś głupiej olimpiady, lecz musi to być wolny cały świat w którym będą wolni ludzie.
PS. Dla naiwnych salonowiczów z góry uprzedzam, że nie jestem agentem ambasady Chińskiej
