W mediach ostatnio zaszumiało o rzekomym skręcie w lewo SLD. I to już nie w teorii, lecz w praktyce. Dowodem tego ma być wybranie Grzegorza Napieralskiego przewodniczącym partii na ostatnim kongresie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Napieralskiego porównuje się do hiszpańskiego prezydenta, rzekomego „socjalisty” Zapatero. Jednak prawdziwa lewica zawszę będzie szukać autentycznych wzorców, jakim na przykład jest Emiliano Zapata.
Klimat hiszpańskiego społeczeństwa jest dość skomplikowany. Mamy grupę zwolenników skrajnej prawicy, spadkobierców hiszpańskiego dyktatora Franco, a z drugiej strony, grupę większości, która za tą pierwszą nie przepada. Dlatego też większość stawia na tych co się kreślą „socjalistami”.
„Zapateryzm” jednak zbyt dużo z czerwienią nie ma wspólnego. Mało kto słyszał, że w Hiszpanii represjonuje się związkowców i autentycznych socjalistów jak np. Candido y Morala. Również mało kto słyszał, że ci prawdziwi socjaliści i związkowcy stawiają tam barykady jak np. w Austrillas, gdzie robotnicy stawiali opór i palili opony, oraz barykadowali się przed nasłanymi na nich oddziałami policji.
Tradycje prawdziwej lewicy, jak już jesteśmy przy Hiszpanii, sięgają lat wojny domowej. Jednak nigdy nie słyszałem, by Zapatero odwoływał się do CNT-FAI czy POUM, do których strzelali faszyzujący zwolennicy generała Franco i stalinowskie wojska.
Zbieżność nazwisk jednak skłania mnie do wzniesienia hasła „nie potrzebny nam polski Zapatero, lecz polski Zapata”. Postać Emiliana Zapaty nie jest zbyt znana, ani nie jest ona kolejną popkulturową maskotką mainstreamu.
W 1910 roku całe niemal terytorium Meksyku znajdowało się w rękach ośmiuset obszarników. Zniewoleni chłopi powstali przeciwko nim, a ich partyzanckim przywódcą został prosty, niczym nie wyróżniający się od innych, chłop Emiliano Zapata. Był on najbardziej szlachetny ze wszystkich przywódców rewolucji, najbardziej oddany sprawie biednych i nigdy nie ustępował w swych celach.
Meksykańscy chłopi obalili dyktatora Diaza, którego zastąpił Francisco Madero. Madero również nie dotrzymał obietnic dotyczących reformy rolnej. W dniu swojego ślubu Zapata musiał przerwać wesele, bowiem rząd wysłał przeciwko niemu wojska. Walka toczyła się blisko dziesięć lat.
W 1914 roku zapanował krótkotrwały pokój. W tym czasie udało się zrealizować jeszcze bardziej radykalną reformę rolną od tej, którą głoszono. W 1919 roku Zapate oszukano i zdradzono. Tysiące ludzi ukrytych w zasadzce pociągnęło za spusty karabinów mierząc w jego ciało.
Jego śmierć nie poszła na marne. Cała wieś gotowa była dokończyć jego dzieło. Zapatystowskie tradycje nigdy nie umarły. Odżyły w 1934-1940. Dzisiaj jego tradycje kontynuuje zapatystowska armia wyzwolenia narodowego EZLN, na której czele stoi Subcomandante Marcos w Chiapas, autonomicznym stanie Meksyku. Żyją tam w oddolnie zbudowanym systemie bez nienawiści i wyzysku, opartym na solidarności międzyludzkiej, samorządności i sprawiedliwości społecznej.
Takie właśnie wzory są lewicy potrzebne. Ile jeszcze będziemy czekać na polskiego Zapate? Przypomnę na koniec jeszcze jego słynny cytat:
„Lepiej umrzeć na wyprostowanych nogach, niż żyć na zgiętych kolanach”.
http://www.antymainstream.salon24.pl/79383,index.html
