Horror w łódzkim hipermarkecie Tesco

czerwiec 29, 2008

Anna M. była poniżaną przez swoich szefów pracownicą Tesco. Niestety nie wytrzymała tej presji. Załamana psychicznie nieludzkim wyzyskiem kobieta wolała umrzeć niż pracować w hipermarkecie. Schowała się za półkami z towarem i podcięła sobie żyły. Na szczęście została w porę odratowana.

Co się dzieję, że w takich sklepach jak Biedronka czy Tesco dochodzi do takich wypadków? To oczywiste, przecież mamy kapitalizm, a tu przede wszystkim liczy się zysk.

Anna M. to drobna, samotna kobieta z potężnym bagażem doświadczeń. Od czasu, gdy jej rodzice umarli, została sama. Gdy dwa lata temu przyjęto ją do pracy w hipermarkecie Tesco w domu handlowym Galeria Łódzka, myślała, że szczęście jej się uśmiechnęło.

Biedna jestem jak mysz kościelna. Potrzebowałam pieniędzy na utrzymanie. Nie dostawałam wiele – ledwie nieco ponad 800 złotych miesięcznie, ale dla mnie każda złotówka się liczy – opowiada.

Pracowała w dziale chemicznym. Przerzucała ciężkie towary z półki na półkę. Była na każde zawołanie swojej przełożonej, która zlecała jej dodatkową pracę po godzinach. Oczywiście, za harówkę w nadgodzinach nie dostawała ani grosza.

Bała się jednak sprzeciwić, bowiem bardzo jej zależało na pracy. Jej szefowie to wykorzystali. Tak zaczęło się jej piekło. W czwartek Ania szykowała się pójść już do domu, bo skończyła pracę, jednak szefowa kazała przerzucić dodatkowy towar na regały. To wystarczyło, by kobieta się załamała i nie wytrzymała.

Nie chcę już żyć. Nie chcę już pracować w takich warunkach – wyszeptała i podcięła sobie żyły. Na szczęście ktoś z pracowników zauważył krwawiącą koleżankę i wezwał pogotowie. Lekarzom udało się uratować jej życie.

Media wraz z szefowstwem Anny w pracy usiłowały zrobić z niej wariatkę. Teraz kobieta będzie miała ciężkie życie. Miejmy nadzieję, że myśli samobójcze odejdą w zapomnienie, by uniknąć kolejnej ofiary systemu.

Dodaj komentarz